W końcu wszystko zaczęło się układać. W końcu znalazłam przyjaciela...albo kogoś więcej? Nie jestem pewna, wiem, że nazywa się Derek Lee. Bardzo go lubię, ale zastanawiam się czemu kiedy się z nim spotykam towarzyszy temu dziwne uczucie w brzuchu? Tak właśnie było dzisiaj, tylko dzisiaj zmieniła się jedna rzecz...Derek został moim chłopakiem. Już teraz wiem, że to uczucie w brzuchu to były motyle zrywające się na jego widok do lotu. Ten chłopak jest niesamowity! Właściwie to tylko dzięki niemu się uśmiecham i mam chęci do życia. Ale nie przez cały czas była sielanka. Oczywiście kłóciliśmy się jak każda para. Ale zaraz! Zapomniałam, że to już było. Posłuchajcie co dzieje się teraz...
Idziemy sobie powoli parkiem, trzymamy się za ręce przyciśnięci do siebie i co chwilę się całujemy. Wszyscy którzy nas mijają muszą ryczeć ze śmiechu, albo rzygać tenczom. Bleeeee... Jeszcze trzy miesiące temu sama rzygałam tenczom na widok zakochanych parek. Ale teraz kocham mojego Dereka całym sercem. Zaczęłam się śmiać z jakiegoś kawału który chłopak opowiedział. Nagle zza drzewa wyszedł jakiś mężczyzna.
-Zastanowiłeś się już?-zapytał patrząc na chłopaka. Derek zmieszany spojrzał na mnie.
-Tak i...zgadzam się-odparł i pociągnął mnie za rękę. Wow! Czekaj, czy ja coś przegapiłam? Mój chłopak prowadzi jakieś interesy o których ja nie wiem? (Zapomniałam wam powiedzieć, że mówi mi sobie o wszystkim).
-Hej, co jest?-zapytałam patrząc ze zdziwieniem na chłopaka.
-Nie nic...-odparł wymijająco patrząc wszędzie tylko nie na mnie. Postanowiłam, że nie będę drążyć tego tematu, bo jeżeli Derek będzie chciał mi o tym powiedzieć to powie. Ale jestem przekonana, że to nie przyjemne czucie niewiedzy będzie mnie dosyć długo prześladować... Po dwudziestu minutach już zapomniałam o tym mężczyźnie i o rozmowie którą odbył z Derekiem. Poszliśmy na lodowisko dzięki czemu mogłam dać popis swoim umiejętnością. Po godzinie chłopak odprowadził mnie do domu.
-Dziękuję ci za ten wieczór. Było na prawdę miło i...myślę, że tego mi było trzeba.
Delikatnie cmoknęłam Dereka w usta.
-Dobranoc-szepnęłam i weszłam powoli do domu. Oczywiście nie mogłam mieć chwili spokoju, bo Steven i moja siostra musieli się mnie znów czepiać.
A która jest godzina?, Znasz się na zegarku?, A o której to się wraca? To były trzy najczęściej wypowiadane przez nich słowa powitania które miałam zaszczyt słyszeć.
-Jest godzina 12.00 (PM), tak znam się i wracam o której chcę, bo nie jesteście moimi rodzicami, a ty-pokazałam palcem na Stevena-nie jesteś nawet moją rodziną, więc jesteś ostatnią osobą która może mi rozkazywać.
I z tymi słowami na ustach ruszyłam do pokoju. Usiadłam na podłodze, plecami oparłam się o łóżko i z pod materaca wyciągnęłam czarny zeszycik którego strony barwiły plamy zaschniętej krwi. Oparłam pamiętnik o kolana i wzięłam do ręki długopis. Później zaczęłam pisać:
Drogi pamiętniku, 20.12.13r.
Ten dzień był udany. Dogadywałam się z Derekiem, ale po drodze wydarzyło się coś dziwnego... Jakiś mężczyzna zaczepił Dereka i powiedział do niego bardzo dziwne słowa-"Zastanowiłeś się już?" Do tej pory nie wiem co one oznaczały. Nad czym Derek miał się zastanowić? Może Derekowi coś zagraża? No cóż, tego dowiem się dopiero kiedy pan Lee będzie chciał.
Jeszcze się wahałam z długopisem nad kartką, ale później postawiłam ostatnią kropkę i zamknęłam pamiętnik. Przycisnęłam przedmiocik do siebie przez co na mojej lewej ręce pokazały się białe blizny. Tak, cięłam się, ale tylko kilka razy...Ach, wiem, że to mnie nie usprawiedliwia, a właściwie to nic mnie nie usprawiedliwia. Włożyłam zeszycik pod materac, szybko przebrałam się w piżamę i wskoczyłam do ciepłego łóżka które było moją twierdzą, moją ochroną przed światem zewnętrznym. Wzięłam do ręki mój czarny telefonik i czarne słuchawki do kolekcji. Włączyłam sobie playlistę na której znajdowała się TA piosenka. Włożyłam słuchawki w uszy i wsłuchałam się w tekst piosenki skupiając się na każdym słowie. Po chwili zapadłam w sen. Nawet nie jestem pewna co mi się śniło, ale na 100% był tam Derek. Obudziłam się kiedy słońce było już na niebie. Przeciągnęłam się leniwie i powoli otwarłam oczy. Od razy zasłoniłam je dłonią, bo promyki słońca nieznośnie wpadały przez podatne na światło szkło okna. Później spojrzałam na budzik na moim stoliku nocnym i omal nie spadłam z łóżka. Była 7.50 AM, a zaczynam pracę o 8.00 AM. Podbiegam do szafy i wydobyłam z niej TO. Weszłam do łazienki, przebrałam się i wyszłam z domu. Śnieg skrzypiał mi pod butami, a ja spieszyłam się do mojej pracy. Pracowałam w jakiejś beznadziejnej pseudo restauracji jako kelnerka. Niby nic, ale zawsze trochę kasy wpadnie. Wleciałam na zaplecze i zaczęłam zdejmować te warstwy które nie były mi potrzebne do pracy. Kiedy już zakładałam fartuch przyszła moja "szefowa".
-Spóźniłaś się-stwierdziła lodowatym głosem. "Nie, no co ty. Serio? Jak bym nie wiedziała..." pomyślałam. Ale właściwie była 8.13 AM czyli plus minus 8.10 AM kiedy tu przyszłam.
-Ale tylko dziesięć minut pani Johnson .
-To już drugie spóźnienie w ciągu tego tygodnia. Jeszcze jedno i możesz się pożegnać z tą pracą.
Kiwnęłam głową na znak zrozumienia i ruszyłam do klientów po drodze przypinając sobie plakietkę do koszulki.
-Dzień dobry, mogę przyjąć państwa zamówienie?-wypowiedziałam znaną mi formółkę, którą powtarzałam co rano. Ludzie z tego stolika zamawiali, a ja praktycznie każde ich słowo notowałam. A kiedy był o jakąś potrawę spór potrafiłam go z łatwością rozwiązać. O 3.50 PM zaczęłam przyjmować ostatnie dwa zamówienia, a później zbierałam się do domu. Założyłam kurtkę, wyszłam z restauracji i ruszyłam w wędrówkę do budynku który nazywałam domem...
"Dziś zamknij oczy,
policz do dziesięciu
Pstryczek, nim otworzysz je,
życie nabierze sensu
Kolory tęczy znów chwycisz bez trudu
bo życie to największy
ze wszystkich
cudów..."
Michaacz :3