Szłam powolnie ulicą na której znajdował się mój dom i rozmyślałam. Myślałam o wszystkim od a do z. Nagle jednak moją uwagę przykuł radiowóz policyjny stojący przed moim miejscem zamieszkania. Podbiegłam do drzwi, momentalnie je otworzyłam i moim oczom ukazał się policjant rozmawiający z Rachel i Stevenem.
-Co się stało?-zapytałam przerywając policjantowi. Ten spojrzał najpierw na Reven*, a później na mnie.
-Pan Derek Lee nie żyje.
Na te słowa wydałam z siebie stłumiony krzyk, zakryłam usta dłonią, a z pod moich powiek poleciała jedna łza. Zaczęłam kręcić głową i powtarzać w miślach "To nie prawda, to nie może być prawda, nie, nie..."
-Znaleźliśmy go godzinę temu w opuszczonym budynku. Miał przy sobie tylko to...
Podał mi zmiętą kartkę, a ja chwyciłam ją drżącą ręką i delikatnie ją rozprostowałam. Było tam tylko kilka zdań: "Kayla, strasznie cię przepraszam..." Zaczęłam się trząść przez spazmatyczny płacz który zaczął spływać mi po policzkach. To tak bolało, tak cholernie bolało.
W jednym momencie uświadomiłam sobie, że osoba którą kochałam i, która mnie jako jedyna rozumiała, odeszła...
-Nie to nie może być prawda! Kłamiecie!- wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam. Dlaczego to się dzieje akurat mi?
Rachel podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła, wiedziałam, że mi współczuje ale nie chciałam teraz z nikim rozmawiać... Wzięłam swoją torebkę, która wcześniej upadła na podłogę i pobiegłam prosto do mojego pokoju.
Z szafki przy łóżku wyjęłam żyletkę i ze łzami w oczach ulżyłam sobie w bólu. Zaczęłam się ciąć. Znów nie wytrzymałam i po prostu musiałam to zrobić. Krew płynęła mi po ręce i skapywała na pościel podczas gdy ja chciałam zniknąć z powierzchni ziemi, bo bez osoby którą kochałam nie chciałam żyć....Nie mogłam tak po prostu zacząć funkcjonować jakby nigdy nic się nie stało. Stało się, do cholery stało się! Straciłam cały mój dotychczasowy świt, osobę dla której byłam tak samo ważna jak ja dla niej. Dla osoby, która kochała mnie bezwarunkowo i nie chciała nic w zamian. Po prostu była..
- Kayla, jesteś tam? -Nagle usłyszałam znajomy mi głos dobiegający zza drzwi, to była Rachel. Cholera! I co teraz? Jak ona to zobaczy to znowu będę chodzić na te głupie terapie co wcześnie. chciałam tego uniknąć.
- Zostawcie mnie samą, proszę, chociaż na trochę - odpowiedziałam modląc się by nie otworzyła drzwi.
Usłyszałam ciche westchnienie i kroki. Poszła, ufff..
Krew kapała na podłogę robiąc wielką palmę czerwonej cieczy. Bolało coraz bardziej, ale nie mogłam przestać jeszcze kilka ruchów i zaczęło mi się kręcić w głowie, krew leciała coraz bardziej a ja po prostu odpływałam.
- Znowu się pocięła! - usłyszałam echo odbijające się od moich uszu, no świetnie zemdlałam..
Otworzyłam powoli oczy. Zobaczyłam moją siostrę i Stevena stali w szpitalnych fartuchach. Obraz zaczął nabierać ostrości i mogłam zobaczyć w ich oczach smutek, zdenerwowanie, ale i...ból.. Wiedziałam, ze zrobiłam źle, znowu przysporzyłam im kłopotów, od śmierci mamy, to oni się mną opiekują i to oni są za mnie odpowiedzialni do póki nie skończę 18 lat. I za każde głupstwo, które zrobię to oni są obarczani winą, nie o to mi chodzi.
- Kayla! Co ty zrobiłaś, znowu?- Siostra spostrzegła, ze już odzyskałam świadomość i usiała na krześle obok mnie.
- Byłam zbyt wykończona żeby się z nią kłócić, powiedziałam tylko ciche - Przepraszam.
* **
Dwa dni później nie dałam za wygraną chciałam już wyjść ze szpitala, czułam się na tyle dobrze żebym mogła wracać. .Z resztą nie chciałam być nieobecna na pogrzebie własnego chłopaka. Przez te kilka dni tutaj miałam okazję dużo porozmyślać. Nadal nie dochodzi to do mnie, ze już go ze mną nie ma.. Jeszce dzień wcześniej był, razem śmialiśmy się i gadaliśmy. W tedy ostatni raz zobaczyłam jego uśmiech, jego oczy i to w jaki sposób mnie dotyka.. Jego dotyk był pełen miłości, ciepła i opieki. Ostatni raz bawiłam się jego włosami, ostatni raz czułam bicie jego serca, ostatni raz złączyłam nasze usta razem, ostatni raz ze mną był..
Niekontrolowana łza wypłynęła z mojego okna spływając po policzku. Zamknęłam za sobą szpitalne drzwi i ruszyłam do domu. Szłam ulicami nie mogąc przestać płakać, tak bardzo bolało, tak bardzo chciałam cofnąć czas i nigdy nie wypuścić go z moich objęć. Tak bardzo.....
Weszłam do budynku gdzie nikogo nie było, siostra w pracy i Steven na pewno tez. Skierowałam się prosto do mojego pokoju,. pościel była zmieniona a na podłodze ani śladu po plamie jaką zrobiłam trzy dni wcześniej usiadłam na łóżko i wyciągnęłam z pod materaca pamiętnik. Zaczęłam pisać.
,, Dotąd nie wiedziałam co to znaczy kogoś kochać ponad życie. Zrozumiałam do dopiero po starcie kogo na prawdę bliskiego twojemu sercu. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Ciężko jest zacząć żyć normalnym życiem takiego już nie ma." Zamknęłam pamiętnik i schowałam go tam gdzie był...
Położyłam głowę ma poduszkę i zamknęłam powieki.
Obudził mnie trzask drzwi dobiegający z dołu, ospale podniosłam się z łózka i spojrzałam na telefon była 5.30 PM . Zeszłam na dół i ujrzałam moją siostrę i Stevena. Wrócili.
- Cześć. -powiedziała krótko i weszła do kuchni.
- Cześć- odpowiedziałam krótko, jest na mnie zła za ta ostatnią akcję, ale też powinna mnie zrozumieć byłam załamana.
- Jest coś o czym powinnaś wiedzieć, powiedziała, po czym spojrzała na mnie oczekując jakiejkolwiek reakcji.
Nic nie odpowiedziałam czekałam aż dokończy..
- Jutro jest pogrzeb Dereka, nie wiem czy chcesz ---- Nie pozwoliłam jej dokończyć.
- Jak możesz pytać o to czy chcę iść? łzy zaczęły napływać mi do oczu przez co coraz mniej widziałam. Nie rozumiałam jej, nie powinna mnie o coś takie pytać, przecież to jest oczywiste, ze chcę ostatni raz pożegnać się z moim chłopakiem.
*Na cmentarzu*
Powoli kroczyłam po cmentarzu a moje łzy toczyły ścieżki po moich policzkach. Moje czarne trampki przebijały się przez cienki materiał mojej spódniczki. Wiatr rozwiewał mi włosy i liście kwiatów które trzymałam w drżących dłoniach. Stanęłam za rodzicami Derek'a i delikatnie podciągnęłam nosem.
-Zebraliśmy się tu żeby ostatni raz pożegnać naszego brata Dereka Lee. Wiemy, że zmarł on w bardzo...
-Co ona tu robi?!-krzyknęła kobieta z tłumu. Wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę.
-Chciałam się pożegnać z Derek'iem...-wyszeptałam.
-Nikt cię tu nie chce.
-Idź sobie!
-Bezczelna dziewczyna!
Krzyczeli praktycznie wszyscy, a ja zaczęłam się powoli cofać. W pewnym momencie upuściłam bukiecik i zaczęłam biec przed siebie. Wiem, że rodzina chłopaka nie akceptowała mnie, ani naszego związku, ale mogliby mi pozwolić pożegnać się z Derekiem, bo w końcu go kochałam. Moje buty miękko odbijały się od nierównej powierzchni kiedy pędziłam w miejsce do którego mogłam uciec za każdym razem. Minęłam blok w którym mieszkałam i zaczęłam biec dalej. Nagle moim oczom ukazał się mały ogródek z dużym drzewem i huśtawką na nim zawieszoną. Szybko na niej usiadłam, podkuliłam nogi i oparłam czoło o kolana. Wiatr powiewał moją spódniczką, a ja liczyłam bicie mojego serca które nie potrzebnie się męczyło, bo i tak nie miało dla kogo bić. To cały czas tak cholernie bolało...
"Nie musisz udawać, że jesteś silny,
nie musisz mówić, że wszystko jest dobrze,
nie martw się tym, co pomyślą inni,
jeśli musisz, płacz-
to dobre wypłakać łzy do końca
(tylko w tedy wróci uśmiech)."
_________________________________________________________________________________
Witamy, przepraszamy, ze tak późno dodajemy nowy rozdział, ale jak każdy z nas wie zaczął się nowy rok szkolny i nowe obowiązki. Tak więc jeszcze raz przepraszamy i zachęcamy do komentowania. ♥
_________________________________________________________________________________
Witamy, przepraszamy, ze tak późno dodajemy nowy rozdział, ale jak każdy z nas wie zaczął się nowy rok szkolny i nowe obowiązki. Tak więc jeszcze raz przepraszamy i zachęcamy do komentowania. ♥
Ten rozdział powstał z połączenia kawałków Michaacza :3 i Zozola^^
ENJOY!
*Połączenie Rachel i Stevena ♥
super
OdpowiedzUsuńTo jest cudowne *.*
OdpowiedzUsuń