Hej! Co z wami? Miało być pięć komentarzy, a są tylko dwa :( Możecie się trochę zmobilizować? Proszę was bardzo :3
Enjoy.
poniedziałek, 23 grudnia 2013
wtorek, 29 października 2013
Rozdział Czwarty
Weszłam po brukowanych schodach do ogromnego budynku który od teraz miał być moim miejscem zamieszkania. Ugh, już wejście nie świadczy nic dobrego. Kobieta poprowadziła mnie do jednego z (jak sądzę) opiekunów i coś mu powiedziała. Mężczyzna skinął głową i zmierzył mnie od stóp do głów.
-Kayla, to pan Brown. Będzie twoim wychowawcą.
Odpłaciłam się mężczyźnie krytycznym spojrzeniem. Ruszyłyśmy dalej a Browna zostawiłyśmy w tyle.
-Kayla, musisz wiedzieć, że panują tutaj pewne reguły których trzeba bardzo ściśle przestrzegać. Jest to sierociniec dla dziewcząt oraz chłopców. Lecz chłopcy mieszkają w oddzielnym budynku. Będziesz mieszkała z kilkoma dziewczynami w pokoju i będziesz chodziła do szkoły którą tutaj organizujemy. Pan Brown jest opiekunem twojej można powiedzieć klasy. No, to jest twój pokój. Zapoznaj się z dziewczynami i rozpakuj się.
Uśmiechnęła się do mnie i odeszła zostawiając mnie przed drzwiami pokoju w którym miałam mieszkać. Powoli nacisnęłam klamkę i weszłam do pomieszczenia. W środku zastałam dwie dziewczyny. Jedną brunetkę i jedną szatynkę. Patrzyły na mnie, a ich wzrok wyrażał wyczekiwanie.
-Ktoś ty?-zapytała brązowowłosa i rzuciła przelotne spojrzenie na moją torbę.
-Jestem Kayla i podobno mam z wami mieszkać-powiedziałam i patrzyłam na ich reakcję.
~Perspektywa Destiny
Spojrzałam na Agnes ze zdumieniem. Faktycznie mówili nam, że będzie z nami mieszkać jakaś dziewczyna, ale inaczej ją sobie wyobrażałam. Myślałam o przerażonej niziutkiej nastolatce która będzie się bała odezwać. Zastała mnie jednak wysoka dziewczyna z pogardą wypisaną na twarzy i cierpieniem w oczach.
-Skoro masz z nami mieszkać to musimy się poznać. Ja jestem Destiny, a to jest Agnes.
-Ja jestem z Madrytu w Hiszpanii, a Destiny z Belfast w Irlandii.
-No a ja jestem z Londynu w Brytanii.
-Każda jest z innego kraju a spotykają się w sierocińcu.
Zaśmiałam się cicho. Podoba mi się to, że nie będziemy z Ag same. Ale jestem pewna, że Kayla nie ma pojęcia o panujących tutaj zasadach. Wzdrygnęłam się na samą myśl. Kayla podeszła do wolnego łóżka i położyła na nim swoją torbę. Patrzyłam na nią w skupieniu. Dziewczyna była dość drobnej budowy, miała długie brązowe włosy i brązowe głębokie oczy przepełnione smutkiem.
-Co się stało, że jesteś tutaj?-zapytałam, a Kayla spojrzała na mnie ze zdumieniem.
-Moja siostra i jej chłopak nie radzili sobie ze mną i po prostu mnie zostawili. Cóż, i tak się jakoś nie dogadywaliśmy.
Dziewczyna wzruszyła ramionami i wróciła do rozpakowywania torby. W pewnym momencie zauważyłam, że Kayla chowa coś pod poduszkę.
-Nie radzę-uprzedziła Ag.-Brown codziennie sprawdza wszystkie łóżka. Schowaj tam-pokazałapalcem na podłogę. Brązowooka spojrzała na nas ze zdziwieniem. Podeszłam do miejsca w którym znajdowała się obluzowana deska i ją wyjęłam. Nowa wyjęła z pod poduszki nożyczki, żyletkę i bandaże i włożyła je do skrytki. Widać, że faktycznie jej opiekunowie musieli mieć z nią problemy...
Can somebody give me a reason to life?
____________________________
Siema! Specialnie dla was dodaję ten rozdział choć pod trzecim nie było pięciu komentarzy :( No ale mam nadzieję, że chociaż pod tym będzie pięć komentarzy. Zrobicie to dla mnie? Tak ładnie proszę :3
Kiedyś Michaacz :3 teraz Enjoy.
-Kayla, to pan Brown. Będzie twoim wychowawcą.
Odpłaciłam się mężczyźnie krytycznym spojrzeniem. Ruszyłyśmy dalej a Browna zostawiłyśmy w tyle.
-Kayla, musisz wiedzieć, że panują tutaj pewne reguły których trzeba bardzo ściśle przestrzegać. Jest to sierociniec dla dziewcząt oraz chłopców. Lecz chłopcy mieszkają w oddzielnym budynku. Będziesz mieszkała z kilkoma dziewczynami w pokoju i będziesz chodziła do szkoły którą tutaj organizujemy. Pan Brown jest opiekunem twojej można powiedzieć klasy. No, to jest twój pokój. Zapoznaj się z dziewczynami i rozpakuj się.
Uśmiechnęła się do mnie i odeszła zostawiając mnie przed drzwiami pokoju w którym miałam mieszkać. Powoli nacisnęłam klamkę i weszłam do pomieszczenia. W środku zastałam dwie dziewczyny. Jedną brunetkę i jedną szatynkę. Patrzyły na mnie, a ich wzrok wyrażał wyczekiwanie.
-Ktoś ty?-zapytała brązowowłosa i rzuciła przelotne spojrzenie na moją torbę.
-Jestem Kayla i podobno mam z wami mieszkać-powiedziałam i patrzyłam na ich reakcję.
~Perspektywa Destiny
Spojrzałam na Agnes ze zdumieniem. Faktycznie mówili nam, że będzie z nami mieszkać jakaś dziewczyna, ale inaczej ją sobie wyobrażałam. Myślałam o przerażonej niziutkiej nastolatce która będzie się bała odezwać. Zastała mnie jednak wysoka dziewczyna z pogardą wypisaną na twarzy i cierpieniem w oczach.
-Skoro masz z nami mieszkać to musimy się poznać. Ja jestem Destiny, a to jest Agnes.
-Ja jestem z Madrytu w Hiszpanii, a Destiny z Belfast w Irlandii.
-No a ja jestem z Londynu w Brytanii.
-Każda jest z innego kraju a spotykają się w sierocińcu.
Zaśmiałam się cicho. Podoba mi się to, że nie będziemy z Ag same. Ale jestem pewna, że Kayla nie ma pojęcia o panujących tutaj zasadach. Wzdrygnęłam się na samą myśl. Kayla podeszła do wolnego łóżka i położyła na nim swoją torbę. Patrzyłam na nią w skupieniu. Dziewczyna była dość drobnej budowy, miała długie brązowe włosy i brązowe głębokie oczy przepełnione smutkiem.
-Co się stało, że jesteś tutaj?-zapytałam, a Kayla spojrzała na mnie ze zdumieniem.
-Moja siostra i jej chłopak nie radzili sobie ze mną i po prostu mnie zostawili. Cóż, i tak się jakoś nie dogadywaliśmy.
Dziewczyna wzruszyła ramionami i wróciła do rozpakowywania torby. W pewnym momencie zauważyłam, że Kayla chowa coś pod poduszkę.
-Nie radzę-uprzedziła Ag.-Brown codziennie sprawdza wszystkie łóżka. Schowaj tam-pokazałapalcem na podłogę. Brązowooka spojrzała na nas ze zdziwieniem. Podeszłam do miejsca w którym znajdowała się obluzowana deska i ją wyjęłam. Nowa wyjęła z pod poduszki nożyczki, żyletkę i bandaże i włożyła je do skrytki. Widać, że faktycznie jej opiekunowie musieli mieć z nią problemy...
Can somebody give me a reason to life?
____________________________
Siema! Specialnie dla was dodaję ten rozdział choć pod trzecim nie było pięciu komentarzy :( No ale mam nadzieję, że chociaż pod tym będzie pięć komentarzy. Zrobicie to dla mnie? Tak ładnie proszę :3
Kiedyś Michaacz :3 teraz Enjoy.
piątek, 13 września 2013
Rozdzial Trzeci
~Perspektywa Kayli
Moje serce powoli się uspokajało, a oczy zaczynały piec od nadmiaru łez. Zaczęłam liczyć już równomierne oddechy. "1, 2, 3, 4..." na piątym zerwał się gwałtowny wiatr. Zaczęłam się delikatnie trząść. "6, 7, 8, 9..." Zaczęło robić się coraz ciemniej i zauważyłam, że zaczynało kropić. "11, 12, 13..." zaczynałam liczyć coraz szybciej. "14, 15, 16, 17, 18, 19, 20..." Gdy byłam przy trzydziestu zaczęło po prostu lać. Nie zwracałam uwagi na nic oprócz moich oddechów.
-Kayla!-krzyczał ktoś. "33, 34, 35..." liczyłam z uporem starając się niczego nie słyszeć. Po chwili ujrzałam Rachel pod parasolem.
-Idź stąd!-krzyknęłam zobaczywszy siostrę.-Zostaw mnie w spokoju!
Zaczęłam szlochać.
-Kayla, chodź do domu...
-Zostaw mnie do cholery! Daj mi spokój! Zajmij się swoim życiem!
Wpadłam w szał i nie dałam jej dojść do słowa. Teraz pamiętam tylko tyle, że ktoś zaniósł mnie do domu i zamknął w pokoju. Zaczęłam walić pięściami w drzwi. Osunęłam się na podłogę pod drzwiami i po jakimś czasie dopiero się uspokoiłam.
~Perspektywa Rachel
Powoli weszłam do jej pokoju. Kayla siedziała na oknie opierając się skronią o szybę. Wpatrywała się w coś co od zawsze było dla mnie nie dostępne. Jej własny świat. Nikogo do niego nie wpuszczała. Wpuszczała tam tylko Dereka.
Podeszłam do okna i usiadłam koło dziewczyny.
-Co się stało?-zapytałam łagodnie.
-Przepraszam cię bardzo-wyszeptała i dopiero teraz zorientowałam się, że płacze.-Ja po prostu nie daję sobie z tym rady.
Pociągnęła nosem i się do mnie przytuliła.
-Ćśś...-powiedziałam i pogłaskałam ją po włosach.-Wszystko będzie dobrze. Damy sobie z tym radę.
Jednak mimo tego co mówiłam, nie byłam pewna czy dam radę pomóc własnej siostrze...
~Perspektywa Kayli
Powoli ruszyłam do łazienki w kieszeni bluzy ukrywając mój mały skarb. Weszłam do małego pomieszczenia i zakluczyłam drzwi. Zrzuciłam na podłogę bluzę zostawiając w dłoni żyletkę i wyciągając bandaże. Stanęłam przed umywalką i spojrzałam na swoją bladą twarz odbijającą się w tafli lustra. Po raz setny zadałam sobie pytanie "po co to robię?" i po raz setny odpowiedziałam "bo to daje ukojenie". Powolnie przejechałam żyletką po przedramienu. Metal łagodnie chłodził moją skórę, ale i ją ranił. Krew skapywała do umywalki a dziewczyna w lustrze zbladła. Odłożyłam żyletkę na półkę i opłukałam rękę, po czym owinęłam ją bandażem. Powoli podniosłam bluzę z ziemi uważając na lewą rękę. Założyłam ją i zabrałam się za opłókiwanie żyletki po czym włożyłam ją do kieszeni. Przekręciłam kluczyk i wyszłam z łazienki. Udałam się do pokoju po drodze mijając Stevena i szturchając go. Weszłam do sypialni i szybko schowałam bandaże i żyletkę do szafki obok łóżka. Zakopałam się w kołdrę i zamknęłam oczy. "Plan na jutro: wstać, nie dać się i przeżyć..." z taką myślą zasnęłam...
Moje serce powoli się uspokajało, a oczy zaczynały piec od nadmiaru łez. Zaczęłam liczyć już równomierne oddechy. "1, 2, 3, 4..." na piątym zerwał się gwałtowny wiatr. Zaczęłam się delikatnie trząść. "6, 7, 8, 9..." Zaczęło robić się coraz ciemniej i zauważyłam, że zaczynało kropić. "11, 12, 13..." zaczynałam liczyć coraz szybciej. "14, 15, 16, 17, 18, 19, 20..." Gdy byłam przy trzydziestu zaczęło po prostu lać. Nie zwracałam uwagi na nic oprócz moich oddechów.
-Kayla!-krzyczał ktoś. "33, 34, 35..." liczyłam z uporem starając się niczego nie słyszeć. Po chwili ujrzałam Rachel pod parasolem.
-Idź stąd!-krzyknęłam zobaczywszy siostrę.-Zostaw mnie w spokoju!
Zaczęłam szlochać.
-Kayla, chodź do domu...
-Zostaw mnie do cholery! Daj mi spokój! Zajmij się swoim życiem!
Wpadłam w szał i nie dałam jej dojść do słowa. Teraz pamiętam tylko tyle, że ktoś zaniósł mnie do domu i zamknął w pokoju. Zaczęłam walić pięściami w drzwi. Osunęłam się na podłogę pod drzwiami i po jakimś czasie dopiero się uspokoiłam.
~Perspektywa Rachel
Powoli weszłam do jej pokoju. Kayla siedziała na oknie opierając się skronią o szybę. Wpatrywała się w coś co od zawsze było dla mnie nie dostępne. Jej własny świat. Nikogo do niego nie wpuszczała. Wpuszczała tam tylko Dereka.
Podeszłam do okna i usiadłam koło dziewczyny.
-Co się stało?-zapytałam łagodnie.
-Przepraszam cię bardzo-wyszeptała i dopiero teraz zorientowałam się, że płacze.-Ja po prostu nie daję sobie z tym rady.
Pociągnęła nosem i się do mnie przytuliła.
-Ćśś...-powiedziałam i pogłaskałam ją po włosach.-Wszystko będzie dobrze. Damy sobie z tym radę.
Jednak mimo tego co mówiłam, nie byłam pewna czy dam radę pomóc własnej siostrze...
~Perspektywa Kayli
Powoli ruszyłam do łazienki w kieszeni bluzy ukrywając mój mały skarb. Weszłam do małego pomieszczenia i zakluczyłam drzwi. Zrzuciłam na podłogę bluzę zostawiając w dłoni żyletkę i wyciągając bandaże. Stanęłam przed umywalką i spojrzałam na swoją bladą twarz odbijającą się w tafli lustra. Po raz setny zadałam sobie pytanie "po co to robię?" i po raz setny odpowiedziałam "bo to daje ukojenie". Powolnie przejechałam żyletką po przedramienu. Metal łagodnie chłodził moją skórę, ale i ją ranił. Krew skapywała do umywalki a dziewczyna w lustrze zbladła. Odłożyłam żyletkę na półkę i opłukałam rękę, po czym owinęłam ją bandażem. Powoli podniosłam bluzę z ziemi uważając na lewą rękę. Założyłam ją i zabrałam się za opłókiwanie żyletki po czym włożyłam ją do kieszeni. Przekręciłam kluczyk i wyszłam z łazienki. Udałam się do pokoju po drodze mijając Stevena i szturchając go. Weszłam do sypialni i szybko schowałam bandaże i żyletkę do szafki obok łóżka. Zakopałam się w kołdrę i zamknęłam oczy. "Plan na jutro: wstać, nie dać się i przeżyć..." z taką myślą zasnęłam...
* * *
Powoli dopakowywałam walizkę do końca. Dalej nie wierzę, że moja rodzona siostra oddała mnie do jakiegoś cholernego ośrodka. Odpięłam kieszonkę i wżuciłam do niej żyletkę, duży zapas bandaży i nożyczki. Postawiłam walizkę koło łóżka i sama na nim usiadłam podkurczając nogi pod brodę. Podciągnęłam nosem. Chwilę później usłyszałam jak samochód podjeżdża pod dom. Chwyciłam rączkę walizki i zeszłam powoli na dół. W kuchni Rachel rozmawiała z kobietą z ośrodka.
-Witaj Kayla-powiedziała i delikatnie się uśmiechnęła. Ja zmierzyłam ją tylko zimnym spojrzeniem i ruszyłam do drzwi. Zimne powietrze rozwiało moje włosy a ja przymknęłam oczy.
-To co? Idziemy?-zapytała ciepłym głosem a ja tylko spóściłam wzrok na moje świeżo zakupione BUTY. Kobieta tylko głośno westchnęła i ruszyła do samochodu. Ruszyłam za nią, tylko raz się odwróciłam i od razu tego pożałowałam. Rachel stała oparta o framugę drzwi i najzwyczajniej w świecie płakała. Łzy leciały jej po policzkach i skapywały na ręce skrzyżowane na piersiach. Wsadziłam torbę do bagażnika a sama wsiadłam do samochodu. Silnik zapalił a ja włożyłam słuchawki w uszy. Włączyłam sobie TĄ piosenkę i wsłuchałam się w jej tekst. "Czemu to mnie zawsze spotyka samo zło?" zapytałam sama siebie w myślach i po moim policzku spłynęła samotna łza. Szybkim ruchem ręki otarłam mokre miejsce. Zaczęłam wpatrywać się w jakiś punkt ale nic nie widziałam. Czemu kiedy coś lub kogoś tracimy to musi tak cholernie boleć?
"Najwspanialsze uczucie na świecie
gdy druga osoba mówi KOCHAM,
znając Twoje błędy, wady i nawyki.
Najgorsze uczucie na świecie
gdy nikt nie może tego powiedzieć szczerze..."
__________________________
Przepraszam was bardzo, że taki krótki ten rozdział, ale nie mam dalej żadnego pomysłu :`(
Mam zamiar wprowadzić dwie zasady:
1.Anonimki się podpisują ^^
2.Pod tym rozdziałem musi być conajmniej pięc komentarzy żebyśmy mogły dodać kolejny rozdział. Wiem, że jest to na każym blogu ale na prawdę dla was to tylko pare liter np. fajny, ciekawy, ale i denny czy do dupy. Dla was to mały wysiłek a nam bardzo pomaga. A więc koniec kazania więc ENJOY :*
Michaacz :3
czwartek, 5 września 2013
Rozdział Drugi
~Perspektywa Kayli
Szłam powolnie ulicą na której znajdował się mój dom i rozmyślałam. Myślałam o wszystkim od a do z. Nagle jednak moją uwagę przykuł radiowóz policyjny stojący przed moim miejscem zamieszkania. Podbiegłam do drzwi, momentalnie je otworzyłam i moim oczom ukazał się policjant rozmawiający z Rachel i Stevenem.
-Co się stało?-zapytałam przerywając policjantowi. Ten spojrzał najpierw na Reven*, a później na mnie.
-Pan Derek Lee nie żyje.
Na te słowa wydałam z siebie stłumiony krzyk, zakryłam usta dłonią, a z pod moich powiek poleciała jedna łza. Zaczęłam kręcić głową i powtarzać w miślach "To nie prawda, to nie może być prawda, nie, nie..."
-Znaleźliśmy go godzinę temu w opuszczonym budynku. Miał przy sobie tylko to...
Podał mi zmiętą kartkę, a ja chwyciłam ją drżącą ręką i delikatnie ją rozprostowałam. Było tam tylko kilka zdań: "Kayla, strasznie cię przepraszam..." Zaczęłam się trząść przez spazmatyczny płacz który zaczął spływać mi po policzkach. To tak bolało, tak cholernie bolało.
W jednym momencie uświadomiłam sobie, że osoba którą kochałam i, która mnie jako jedyna rozumiała, odeszła...
-Nie to nie może być prawda! Kłamiecie!- wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam. Dlaczego to się dzieje akurat mi?
Rachel podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła, wiedziałam, że mi współczuje ale nie chciałam teraz z nikim rozmawiać... Wzięłam swoją torebkę, która wcześniej upadła na podłogę i pobiegłam prosto do mojego pokoju.
Z szafki przy łóżku wyjęłam żyletkę i ze łzami w oczach ulżyłam sobie w bólu. Zaczęłam się ciąć. Znów nie wytrzymałam i po prostu musiałam to zrobić. Krew płynęła mi po ręce i skapywała na pościel podczas gdy ja chciałam zniknąć z powierzchni ziemi, bo bez osoby którą kochałam nie chciałam żyć....Nie mogłam tak po prostu zacząć funkcjonować jakby nigdy nic się nie stało. Stało się, do cholery stało się! Straciłam cały mój dotychczasowy świt, osobę dla której byłam tak samo ważna jak ja dla niej. Dla osoby, która kochała mnie bezwarunkowo i nie chciała nic w zamian. Po prostu była..
- Kayla, jesteś tam? -Nagle usłyszałam znajomy mi głos dobiegający zza drzwi, to była Rachel. Cholera! I co teraz? Jak ona to zobaczy to znowu będę chodzić na te głupie terapie co wcześnie. chciałam tego uniknąć.
- Zostawcie mnie samą, proszę, chociaż na trochę - odpowiedziałam modląc się by nie otworzyła drzwi.
Usłyszałam ciche westchnienie i kroki. Poszła, ufff..
Krew kapała na podłogę robiąc wielką palmę czerwonej cieczy. Bolało coraz bardziej, ale nie mogłam przestać jeszcze kilka ruchów i zaczęło mi się kręcić w głowie, krew leciała coraz bardziej a ja po prostu odpływałam.
- Znowu się pocięła! - usłyszałam echo odbijające się od moich uszu, no świetnie zemdlałam..
Otworzyłam powoli oczy. Zobaczyłam moją siostrę i Stevena stali w szpitalnych fartuchach. Obraz zaczął nabierać ostrości i mogłam zobaczyć w ich oczach smutek, zdenerwowanie, ale i...ból.. Wiedziałam, ze zrobiłam źle, znowu przysporzyłam im kłopotów, od śmierci mamy, to oni się mną opiekują i to oni są za mnie odpowiedzialni do póki nie skończę 18 lat. I za każde głupstwo, które zrobię to oni są obarczani winą, nie o to mi chodzi.
- Kayla! Co ty zrobiłaś, znowu?- Siostra spostrzegła, ze już odzyskałam świadomość i usiała na krześle obok mnie.
- Byłam zbyt wykończona żeby się z nią kłócić, powiedziałam tylko ciche - Przepraszam.
* **
Dwa dni później nie dałam za wygraną chciałam już wyjść ze szpitala, czułam się na tyle dobrze żebym mogła wracać. .Z resztą nie chciałam być nieobecna na pogrzebie własnego chłopaka. Przez te kilka dni tutaj miałam okazję dużo porozmyślać. Nadal nie dochodzi to do mnie, ze już go ze mną nie ma.. Jeszce dzień wcześniej był, razem śmialiśmy się i gadaliśmy. W tedy ostatni raz zobaczyłam jego uśmiech, jego oczy i to w jaki sposób mnie dotyka.. Jego dotyk był pełen miłości, ciepła i opieki. Ostatni raz bawiłam się jego włosami, ostatni raz czułam bicie jego serca, ostatni raz złączyłam nasze usta razem, ostatni raz ze mną był..
Niekontrolowana łza wypłynęła z mojego okna spływając po policzku. Zamknęłam za sobą szpitalne drzwi i ruszyłam do domu. Szłam ulicami nie mogąc przestać płakać, tak bardzo bolało, tak bardzo chciałam cofnąć czas i nigdy nie wypuścić go z moich objęć. Tak bardzo.....
Weszłam do budynku gdzie nikogo nie było, siostra w pracy i Steven na pewno tez. Skierowałam się prosto do mojego pokoju,. pościel była zmieniona a na podłodze ani śladu po plamie jaką zrobiłam trzy dni wcześniej usiadłam na łóżko i wyciągnęłam z pod materaca pamiętnik. Zaczęłam pisać.
,, Dotąd nie wiedziałam co to znaczy kogoś kochać ponad życie. Zrozumiałam do dopiero po starcie kogo na prawdę bliskiego twojemu sercu. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Ciężko jest zacząć żyć normalnym życiem takiego już nie ma." Zamknęłam pamiętnik i schowałam go tam gdzie był...
Położyłam głowę ma poduszkę i zamknęłam powieki.
Obudził mnie trzask drzwi dobiegający z dołu, ospale podniosłam się z łózka i spojrzałam na telefon była 5.30 PM . Zeszłam na dół i ujrzałam moją siostrę i Stevena. Wrócili.
- Cześć. -powiedziała krótko i weszła do kuchni.
- Cześć- odpowiedziałam krótko, jest na mnie zła za ta ostatnią akcję, ale też powinna mnie zrozumieć byłam załamana.
- Jest coś o czym powinnaś wiedzieć, powiedziała, po czym spojrzała na mnie oczekując jakiejkolwiek reakcji.
Nic nie odpowiedziałam czekałam aż dokończy..
- Jutro jest pogrzeb Dereka, nie wiem czy chcesz ---- Nie pozwoliłam jej dokończyć.
- Jak możesz pytać o to czy chcę iść? łzy zaczęły napływać mi do oczu przez co coraz mniej widziałam. Nie rozumiałam jej, nie powinna mnie o coś takie pytać, przecież to jest oczywiste, ze chcę ostatni raz pożegnać się z moim chłopakiem.
*Na cmentarzu*
Powoli kroczyłam po cmentarzu a moje łzy toczyły ścieżki po moich policzkach. Moje czarne trampki przebijały się przez cienki materiał mojej spódniczki. Wiatr rozwiewał mi włosy i liście kwiatów które trzymałam w drżących dłoniach. Stanęłam za rodzicami Derek'a i delikatnie podciągnęłam nosem.
-Zebraliśmy się tu żeby ostatni raz pożegnać naszego brata Dereka Lee. Wiemy, że zmarł on w bardzo...
-Co ona tu robi?!-krzyknęła kobieta z tłumu. Wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę.
-Chciałam się pożegnać z Derek'iem...-wyszeptałam.
-Nikt cię tu nie chce.
-Idź sobie!
-Bezczelna dziewczyna!
Krzyczeli praktycznie wszyscy, a ja zaczęłam się powoli cofać. W pewnym momencie upuściłam bukiecik i zaczęłam biec przed siebie. Wiem, że rodzina chłopaka nie akceptowała mnie, ani naszego związku, ale mogliby mi pozwolić pożegnać się z Derekiem, bo w końcu go kochałam. Moje buty miękko odbijały się od nierównej powierzchni kiedy pędziłam w miejsce do którego mogłam uciec za każdym razem. Minęłam blok w którym mieszkałam i zaczęłam biec dalej. Nagle moim oczom ukazał się mały ogródek z dużym drzewem i huśtawką na nim zawieszoną. Szybko na niej usiadłam, podkuliłam nogi i oparłam czoło o kolana. Wiatr powiewał moją spódniczką, a ja liczyłam bicie mojego serca które nie potrzebnie się męczyło, bo i tak nie miało dla kogo bić. To cały czas tak cholernie bolało...
Ten rozdział powstał z połączenia kawałków Michaacza :3 i Zozola^^
ENJOY!
*Połączenie Rachel i Stevena ♥
Szłam powolnie ulicą na której znajdował się mój dom i rozmyślałam. Myślałam o wszystkim od a do z. Nagle jednak moją uwagę przykuł radiowóz policyjny stojący przed moim miejscem zamieszkania. Podbiegłam do drzwi, momentalnie je otworzyłam i moim oczom ukazał się policjant rozmawiający z Rachel i Stevenem.
-Co się stało?-zapytałam przerywając policjantowi. Ten spojrzał najpierw na Reven*, a później na mnie.
-Pan Derek Lee nie żyje.
Na te słowa wydałam z siebie stłumiony krzyk, zakryłam usta dłonią, a z pod moich powiek poleciała jedna łza. Zaczęłam kręcić głową i powtarzać w miślach "To nie prawda, to nie może być prawda, nie, nie..."
-Znaleźliśmy go godzinę temu w opuszczonym budynku. Miał przy sobie tylko to...
Podał mi zmiętą kartkę, a ja chwyciłam ją drżącą ręką i delikatnie ją rozprostowałam. Było tam tylko kilka zdań: "Kayla, strasznie cię przepraszam..." Zaczęłam się trząść przez spazmatyczny płacz który zaczął spływać mi po policzkach. To tak bolało, tak cholernie bolało.
W jednym momencie uświadomiłam sobie, że osoba którą kochałam i, która mnie jako jedyna rozumiała, odeszła...
-Nie to nie może być prawda! Kłamiecie!- wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam. Dlaczego to się dzieje akurat mi?
Rachel podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła, wiedziałam, że mi współczuje ale nie chciałam teraz z nikim rozmawiać... Wzięłam swoją torebkę, która wcześniej upadła na podłogę i pobiegłam prosto do mojego pokoju.
Z szafki przy łóżku wyjęłam żyletkę i ze łzami w oczach ulżyłam sobie w bólu. Zaczęłam się ciąć. Znów nie wytrzymałam i po prostu musiałam to zrobić. Krew płynęła mi po ręce i skapywała na pościel podczas gdy ja chciałam zniknąć z powierzchni ziemi, bo bez osoby którą kochałam nie chciałam żyć....Nie mogłam tak po prostu zacząć funkcjonować jakby nigdy nic się nie stało. Stało się, do cholery stało się! Straciłam cały mój dotychczasowy świt, osobę dla której byłam tak samo ważna jak ja dla niej. Dla osoby, która kochała mnie bezwarunkowo i nie chciała nic w zamian. Po prostu była..
- Kayla, jesteś tam? -Nagle usłyszałam znajomy mi głos dobiegający zza drzwi, to była Rachel. Cholera! I co teraz? Jak ona to zobaczy to znowu będę chodzić na te głupie terapie co wcześnie. chciałam tego uniknąć.
- Zostawcie mnie samą, proszę, chociaż na trochę - odpowiedziałam modląc się by nie otworzyła drzwi.
Usłyszałam ciche westchnienie i kroki. Poszła, ufff..
Krew kapała na podłogę robiąc wielką palmę czerwonej cieczy. Bolało coraz bardziej, ale nie mogłam przestać jeszcze kilka ruchów i zaczęło mi się kręcić w głowie, krew leciała coraz bardziej a ja po prostu odpływałam.
- Znowu się pocięła! - usłyszałam echo odbijające się od moich uszu, no świetnie zemdlałam..
Otworzyłam powoli oczy. Zobaczyłam moją siostrę i Stevena stali w szpitalnych fartuchach. Obraz zaczął nabierać ostrości i mogłam zobaczyć w ich oczach smutek, zdenerwowanie, ale i...ból.. Wiedziałam, ze zrobiłam źle, znowu przysporzyłam im kłopotów, od śmierci mamy, to oni się mną opiekują i to oni są za mnie odpowiedzialni do póki nie skończę 18 lat. I za każde głupstwo, które zrobię to oni są obarczani winą, nie o to mi chodzi.
- Kayla! Co ty zrobiłaś, znowu?- Siostra spostrzegła, ze już odzyskałam świadomość i usiała na krześle obok mnie.
- Byłam zbyt wykończona żeby się z nią kłócić, powiedziałam tylko ciche - Przepraszam.
* **
Dwa dni później nie dałam za wygraną chciałam już wyjść ze szpitala, czułam się na tyle dobrze żebym mogła wracać. .Z resztą nie chciałam być nieobecna na pogrzebie własnego chłopaka. Przez te kilka dni tutaj miałam okazję dużo porozmyślać. Nadal nie dochodzi to do mnie, ze już go ze mną nie ma.. Jeszce dzień wcześniej był, razem śmialiśmy się i gadaliśmy. W tedy ostatni raz zobaczyłam jego uśmiech, jego oczy i to w jaki sposób mnie dotyka.. Jego dotyk był pełen miłości, ciepła i opieki. Ostatni raz bawiłam się jego włosami, ostatni raz czułam bicie jego serca, ostatni raz złączyłam nasze usta razem, ostatni raz ze mną był..
Niekontrolowana łza wypłynęła z mojego okna spływając po policzku. Zamknęłam za sobą szpitalne drzwi i ruszyłam do domu. Szłam ulicami nie mogąc przestać płakać, tak bardzo bolało, tak bardzo chciałam cofnąć czas i nigdy nie wypuścić go z moich objęć. Tak bardzo.....
Weszłam do budynku gdzie nikogo nie było, siostra w pracy i Steven na pewno tez. Skierowałam się prosto do mojego pokoju,. pościel była zmieniona a na podłodze ani śladu po plamie jaką zrobiłam trzy dni wcześniej usiadłam na łóżko i wyciągnęłam z pod materaca pamiętnik. Zaczęłam pisać.
,, Dotąd nie wiedziałam co to znaczy kogoś kochać ponad życie. Zrozumiałam do dopiero po starcie kogo na prawdę bliskiego twojemu sercu. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Ciężko jest zacząć żyć normalnym życiem takiego już nie ma." Zamknęłam pamiętnik i schowałam go tam gdzie był...
Położyłam głowę ma poduszkę i zamknęłam powieki.
Obudził mnie trzask drzwi dobiegający z dołu, ospale podniosłam się z łózka i spojrzałam na telefon była 5.30 PM . Zeszłam na dół i ujrzałam moją siostrę i Stevena. Wrócili.
- Cześć. -powiedziała krótko i weszła do kuchni.
- Cześć- odpowiedziałam krótko, jest na mnie zła za ta ostatnią akcję, ale też powinna mnie zrozumieć byłam załamana.
- Jest coś o czym powinnaś wiedzieć, powiedziała, po czym spojrzała na mnie oczekując jakiejkolwiek reakcji.
Nic nie odpowiedziałam czekałam aż dokończy..
- Jutro jest pogrzeb Dereka, nie wiem czy chcesz ---- Nie pozwoliłam jej dokończyć.
- Jak możesz pytać o to czy chcę iść? łzy zaczęły napływać mi do oczu przez co coraz mniej widziałam. Nie rozumiałam jej, nie powinna mnie o coś takie pytać, przecież to jest oczywiste, ze chcę ostatni raz pożegnać się z moim chłopakiem.
*Na cmentarzu*
Powoli kroczyłam po cmentarzu a moje łzy toczyły ścieżki po moich policzkach. Moje czarne trampki przebijały się przez cienki materiał mojej spódniczki. Wiatr rozwiewał mi włosy i liście kwiatów które trzymałam w drżących dłoniach. Stanęłam za rodzicami Derek'a i delikatnie podciągnęłam nosem.
-Zebraliśmy się tu żeby ostatni raz pożegnać naszego brata Dereka Lee. Wiemy, że zmarł on w bardzo...
-Co ona tu robi?!-krzyknęła kobieta z tłumu. Wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę.
-Chciałam się pożegnać z Derek'iem...-wyszeptałam.
-Nikt cię tu nie chce.
-Idź sobie!
-Bezczelna dziewczyna!
Krzyczeli praktycznie wszyscy, a ja zaczęłam się powoli cofać. W pewnym momencie upuściłam bukiecik i zaczęłam biec przed siebie. Wiem, że rodzina chłopaka nie akceptowała mnie, ani naszego związku, ale mogliby mi pozwolić pożegnać się z Derekiem, bo w końcu go kochałam. Moje buty miękko odbijały się od nierównej powierzchni kiedy pędziłam w miejsce do którego mogłam uciec za każdym razem. Minęłam blok w którym mieszkałam i zaczęłam biec dalej. Nagle moim oczom ukazał się mały ogródek z dużym drzewem i huśtawką na nim zawieszoną. Szybko na niej usiadłam, podkuliłam nogi i oparłam czoło o kolana. Wiatr powiewał moją spódniczką, a ja liczyłam bicie mojego serca które nie potrzebnie się męczyło, bo i tak nie miało dla kogo bić. To cały czas tak cholernie bolało...
"Nie musisz udawać, że jesteś silny,
nie musisz mówić, że wszystko jest dobrze,
nie martw się tym, co pomyślą inni,
jeśli musisz, płacz-
to dobre wypłakać łzy do końca
(tylko w tedy wróci uśmiech)."
_________________________________________________________________________________
Witamy, przepraszamy, ze tak późno dodajemy nowy rozdział, ale jak każdy z nas wie zaczął się nowy rok szkolny i nowe obowiązki. Tak więc jeszcze raz przepraszamy i zachęcamy do komentowania. ♥
_________________________________________________________________________________
Witamy, przepraszamy, ze tak późno dodajemy nowy rozdział, ale jak każdy z nas wie zaczął się nowy rok szkolny i nowe obowiązki. Tak więc jeszcze raz przepraszamy i zachęcamy do komentowania. ♥
Ten rozdział powstał z połączenia kawałków Michaacza :3 i Zozola^^
ENJOY!
*Połączenie Rachel i Stevena ♥
piątek, 16 sierpnia 2013
Rozdział Pierwszy
~Perspektywa Kayli
W końcu wszystko zaczęło się układać. W końcu znalazłam przyjaciela...albo kogoś więcej? Nie jestem pewna, wiem, że nazywa się Derek Lee. Bardzo go lubię, ale zastanawiam się czemu kiedy się z nim spotykam towarzyszy temu dziwne uczucie w brzuchu? Tak właśnie było dzisiaj, tylko dzisiaj zmieniła się jedna rzecz...Derek został moim chłopakiem. Już teraz wiem, że to uczucie w brzuchu to były motyle zrywające się na jego widok do lotu. Ten chłopak jest niesamowity! Właściwie to tylko dzięki niemu się uśmiecham i mam chęci do życia. Ale nie przez cały czas była sielanka. Oczywiście kłóciliśmy się jak każda para. Ale zaraz! Zapomniałam, że to już było. Posłuchajcie co dzieje się teraz...
Idziemy sobie powoli parkiem, trzymamy się za ręce przyciśnięci do siebie i co chwilę się całujemy. Wszyscy którzy nas mijają muszą ryczeć ze śmiechu, albo rzygać tenczom. Bleeeee... Jeszcze trzy miesiące temu sama rzygałam tenczom na widok zakochanych parek. Ale teraz kocham mojego Dereka całym sercem. Zaczęłam się śmiać z jakiegoś kawału który chłopak opowiedział. Nagle zza drzewa wyszedł jakiś mężczyzna.
-Zastanowiłeś się już?-zapytał patrząc na chłopaka. Derek zmieszany spojrzał na mnie.
-Tak i...zgadzam się-odparł i pociągnął mnie za rękę. Wow! Czekaj, czy ja coś przegapiłam? Mój chłopak prowadzi jakieś interesy o których ja nie wiem? (Zapomniałam wam powiedzieć, że mówi mi sobie o wszystkim).
-Hej, co jest?-zapytałam patrząc ze zdziwieniem na chłopaka.
-Nie nic...-odparł wymijająco patrząc wszędzie tylko nie na mnie. Postanowiłam, że nie będę drążyć tego tematu, bo jeżeli Derek będzie chciał mi o tym powiedzieć to powie. Ale jestem przekonana, że to nie przyjemne czucie niewiedzy będzie mnie dosyć długo prześladować... Po dwudziestu minutach już zapomniałam o tym mężczyźnie i o rozmowie którą odbył z Derekiem. Poszliśmy na lodowisko dzięki czemu mogłam dać popis swoim umiejętnością. Po godzinie chłopak odprowadził mnie do domu.
-Dziękuję ci za ten wieczór. Było na prawdę miło i...myślę, że tego mi było trzeba.
Delikatnie cmoknęłam Dereka w usta.
-Dobranoc-szepnęłam i weszłam powoli do domu. Oczywiście nie mogłam mieć chwili spokoju, bo Steven i moja siostra musieli się mnie znów czepiać.
A która jest godzina?, Znasz się na zegarku?, A o której to się wraca? To były trzy najczęściej wypowiadane przez nich słowa powitania które miałam zaszczyt słyszeć.
-Jest godzina 12.00 (PM), tak znam się i wracam o której chcę, bo nie jesteście moimi rodzicami, a ty-pokazałam palcem na Stevena-nie jesteś nawet moją rodziną, więc jesteś ostatnią osobą która może mi rozkazywać.
I z tymi słowami na ustach ruszyłam do pokoju. Usiadłam na podłodze, plecami oparłam się o łóżko i z pod materaca wyciągnęłam czarny zeszycik którego strony barwiły plamy zaschniętej krwi. Oparłam pamiętnik o kolana i wzięłam do ręki długopis. Później zaczęłam pisać:
Drogi pamiętniku, 20.12.13r.
Ten dzień był udany. Dogadywałam się z Derekiem, ale po drodze wydarzyło się coś dziwnego... Jakiś mężczyzna zaczepił Dereka i powiedział do niego bardzo dziwne słowa-"Zastanowiłeś się już?" Do tej pory nie wiem co one oznaczały. Nad czym Derek miał się zastanowić? Może Derekowi coś zagraża? No cóż, tego dowiem się dopiero kiedy pan Lee będzie chciał.
Jeszcze się wahałam z długopisem nad kartką, ale później postawiłam ostatnią kropkę i zamknęłam pamiętnik. Przycisnęłam przedmiocik do siebie przez co na mojej lewej ręce pokazały się białe blizny. Tak, cięłam się, ale tylko kilka razy...Ach, wiem, że to mnie nie usprawiedliwia, a właściwie to nic mnie nie usprawiedliwia. Włożyłam zeszycik pod materac, szybko przebrałam się w piżamę i wskoczyłam do ciepłego łóżka które było moją twierdzą, moją ochroną przed światem zewnętrznym. Wzięłam do ręki mój czarny telefonik i czarne słuchawki do kolekcji. Włączyłam sobie playlistę na której znajdowała się TA piosenka. Włożyłam słuchawki w uszy i wsłuchałam się w tekst piosenki skupiając się na każdym słowie. Po chwili zapadłam w sen. Nawet nie jestem pewna co mi się śniło, ale na 100% był tam Derek. Obudziłam się kiedy słońce było już na niebie. Przeciągnęłam się leniwie i powoli otwarłam oczy. Od razy zasłoniłam je dłonią, bo promyki słońca nieznośnie wpadały przez podatne na światło szkło okna. Później spojrzałam na budzik na moim stoliku nocnym i omal nie spadłam z łóżka. Była 7.50 AM, a zaczynam pracę o 8.00 AM. Podbiegam do szafy i wydobyłam z niej TO. Weszłam do łazienki, przebrałam się i wyszłam z domu. Śnieg skrzypiał mi pod butami, a ja spieszyłam się do mojej pracy. Pracowałam w jakiejś beznadziejnej pseudo restauracji jako kelnerka. Niby nic, ale zawsze trochę kasy wpadnie. Wleciałam na zaplecze i zaczęłam zdejmować te warstwy które nie były mi potrzebne do pracy. Kiedy już zakładałam fartuch przyszła moja "szefowa".
-Spóźniłaś się-stwierdziła lodowatym głosem. "Nie, no co ty. Serio? Jak bym nie wiedziała..." pomyślałam. Ale właściwie była 8.13 AM czyli plus minus 8.10 AM kiedy tu przyszłam.
-Ale tylko dziesięć minut pani Johnson .
-To już drugie spóźnienie w ciągu tego tygodnia. Jeszcze jedno i możesz się pożegnać z tą pracą.
Kiwnęłam głową na znak zrozumienia i ruszyłam do klientów po drodze przypinając sobie plakietkę do koszulki.
-Dzień dobry, mogę przyjąć państwa zamówienie?-wypowiedziałam znaną mi formółkę, którą powtarzałam co rano. Ludzie z tego stolika zamawiali, a ja praktycznie każde ich słowo notowałam. A kiedy był o jakąś potrawę spór potrafiłam go z łatwością rozwiązać. O 3.50 PM zaczęłam przyjmować ostatnie dwa zamówienia, a później zbierałam się do domu. Założyłam kurtkę, wyszłam z restauracji i ruszyłam w wędrówkę do budynku który nazywałam domem...
W końcu wszystko zaczęło się układać. W końcu znalazłam przyjaciela...albo kogoś więcej? Nie jestem pewna, wiem, że nazywa się Derek Lee. Bardzo go lubię, ale zastanawiam się czemu kiedy się z nim spotykam towarzyszy temu dziwne uczucie w brzuchu? Tak właśnie było dzisiaj, tylko dzisiaj zmieniła się jedna rzecz...Derek został moim chłopakiem. Już teraz wiem, że to uczucie w brzuchu to były motyle zrywające się na jego widok do lotu. Ten chłopak jest niesamowity! Właściwie to tylko dzięki niemu się uśmiecham i mam chęci do życia. Ale nie przez cały czas była sielanka. Oczywiście kłóciliśmy się jak każda para. Ale zaraz! Zapomniałam, że to już było. Posłuchajcie co dzieje się teraz...
Idziemy sobie powoli parkiem, trzymamy się za ręce przyciśnięci do siebie i co chwilę się całujemy. Wszyscy którzy nas mijają muszą ryczeć ze śmiechu, albo rzygać tenczom. Bleeeee... Jeszcze trzy miesiące temu sama rzygałam tenczom na widok zakochanych parek. Ale teraz kocham mojego Dereka całym sercem. Zaczęłam się śmiać z jakiegoś kawału który chłopak opowiedział. Nagle zza drzewa wyszedł jakiś mężczyzna.
-Zastanowiłeś się już?-zapytał patrząc na chłopaka. Derek zmieszany spojrzał na mnie.
-Tak i...zgadzam się-odparł i pociągnął mnie za rękę. Wow! Czekaj, czy ja coś przegapiłam? Mój chłopak prowadzi jakieś interesy o których ja nie wiem? (Zapomniałam wam powiedzieć, że mówi mi sobie o wszystkim).
-Hej, co jest?-zapytałam patrząc ze zdziwieniem na chłopaka.
-Nie nic...-odparł wymijająco patrząc wszędzie tylko nie na mnie. Postanowiłam, że nie będę drążyć tego tematu, bo jeżeli Derek będzie chciał mi o tym powiedzieć to powie. Ale jestem przekonana, że to nie przyjemne czucie niewiedzy będzie mnie dosyć długo prześladować... Po dwudziestu minutach już zapomniałam o tym mężczyźnie i o rozmowie którą odbył z Derekiem. Poszliśmy na lodowisko dzięki czemu mogłam dać popis swoim umiejętnością. Po godzinie chłopak odprowadził mnie do domu.
-Dziękuję ci za ten wieczór. Było na prawdę miło i...myślę, że tego mi było trzeba.
Delikatnie cmoknęłam Dereka w usta.
-Dobranoc-szepnęłam i weszłam powoli do domu. Oczywiście nie mogłam mieć chwili spokoju, bo Steven i moja siostra musieli się mnie znów czepiać.
A która jest godzina?, Znasz się na zegarku?, A o której to się wraca? To były trzy najczęściej wypowiadane przez nich słowa powitania które miałam zaszczyt słyszeć.
-Jest godzina 12.00 (PM), tak znam się i wracam o której chcę, bo nie jesteście moimi rodzicami, a ty-pokazałam palcem na Stevena-nie jesteś nawet moją rodziną, więc jesteś ostatnią osobą która może mi rozkazywać.
I z tymi słowami na ustach ruszyłam do pokoju. Usiadłam na podłodze, plecami oparłam się o łóżko i z pod materaca wyciągnęłam czarny zeszycik którego strony barwiły plamy zaschniętej krwi. Oparłam pamiętnik o kolana i wzięłam do ręki długopis. Później zaczęłam pisać:
Drogi pamiętniku, 20.12.13r.
Ten dzień był udany. Dogadywałam się z Derekiem, ale po drodze wydarzyło się coś dziwnego... Jakiś mężczyzna zaczepił Dereka i powiedział do niego bardzo dziwne słowa-"Zastanowiłeś się już?" Do tej pory nie wiem co one oznaczały. Nad czym Derek miał się zastanowić? Może Derekowi coś zagraża? No cóż, tego dowiem się dopiero kiedy pan Lee będzie chciał.
Jeszcze się wahałam z długopisem nad kartką, ale później postawiłam ostatnią kropkę i zamknęłam pamiętnik. Przycisnęłam przedmiocik do siebie przez co na mojej lewej ręce pokazały się białe blizny. Tak, cięłam się, ale tylko kilka razy...Ach, wiem, że to mnie nie usprawiedliwia, a właściwie to nic mnie nie usprawiedliwia. Włożyłam zeszycik pod materac, szybko przebrałam się w piżamę i wskoczyłam do ciepłego łóżka które było moją twierdzą, moją ochroną przed światem zewnętrznym. Wzięłam do ręki mój czarny telefonik i czarne słuchawki do kolekcji. Włączyłam sobie playlistę na której znajdowała się TA piosenka. Włożyłam słuchawki w uszy i wsłuchałam się w tekst piosenki skupiając się na każdym słowie. Po chwili zapadłam w sen. Nawet nie jestem pewna co mi się śniło, ale na 100% był tam Derek. Obudziłam się kiedy słońce było już na niebie. Przeciągnęłam się leniwie i powoli otwarłam oczy. Od razy zasłoniłam je dłonią, bo promyki słońca nieznośnie wpadały przez podatne na światło szkło okna. Później spojrzałam na budzik na moim stoliku nocnym i omal nie spadłam z łóżka. Była 7.50 AM, a zaczynam pracę o 8.00 AM. Podbiegam do szafy i wydobyłam z niej TO. Weszłam do łazienki, przebrałam się i wyszłam z domu. Śnieg skrzypiał mi pod butami, a ja spieszyłam się do mojej pracy. Pracowałam w jakiejś beznadziejnej pseudo restauracji jako kelnerka. Niby nic, ale zawsze trochę kasy wpadnie. Wleciałam na zaplecze i zaczęłam zdejmować te warstwy które nie były mi potrzebne do pracy. Kiedy już zakładałam fartuch przyszła moja "szefowa".
-Spóźniłaś się-stwierdziła lodowatym głosem. "Nie, no co ty. Serio? Jak bym nie wiedziała..." pomyślałam. Ale właściwie była 8.13 AM czyli plus minus 8.10 AM kiedy tu przyszłam.
-Ale tylko dziesięć minut pani Johnson .
-To już drugie spóźnienie w ciągu tego tygodnia. Jeszcze jedno i możesz się pożegnać z tą pracą.
Kiwnęłam głową na znak zrozumienia i ruszyłam do klientów po drodze przypinając sobie plakietkę do koszulki.
-Dzień dobry, mogę przyjąć państwa zamówienie?-wypowiedziałam znaną mi formółkę, którą powtarzałam co rano. Ludzie z tego stolika zamawiali, a ja praktycznie każde ich słowo notowałam. A kiedy był o jakąś potrawę spór potrafiłam go z łatwością rozwiązać. O 3.50 PM zaczęłam przyjmować ostatnie dwa zamówienia, a później zbierałam się do domu. Założyłam kurtkę, wyszłam z restauracji i ruszyłam w wędrówkę do budynku który nazywałam domem...
"Dziś zamknij oczy,
policz do dziesięciu
Pstryczek, nim otworzysz je,
życie nabierze sensu
Kolory tęczy znów chwycisz bez trudu
bo życie to największy
ze wszystkich
cudów..."
Michaacz :3
czwartek, 8 sierpnia 2013
; )
Witajcie, mam dla was niespodziankę. Jest to zapowiedź bloga.
Mam ogromną nadzieję, że się wam spodoba i zachęci was do czytania tego bloga. Więc pozdrawiam i do napisania.
Michaacz :3
wtorek, 6 sierpnia 2013
Prolog
Dobrze jest mieć markowe ubrania, modny telefon czy dużo pieniędzy. Ale ja bym chciała tylko prawdziwy dom, trochę miłości i zrozumienia. Zabrano mi jedyną osobę która mnie rozumiała. Zostałam skazana na samotność, nic nie mam. Dotychczasowe życie które miałam zniknęło. Moje życie to totalna gra . Staram się wygrać, ale za każdym razem i tak pisze "Game Over". Pragnę zacząć nowe życie, ale czy mi się to uda? Czy będę w stanie zapomnieć o przeszłości i żyć z dnia na dzień? Nie mam pojęcia, nie wiem jak to jest żyć z dnia na dzień bez stresu i paniki. Pozostało mi tylko wierzyć. Wierzyć w leprze jutro. Nazywam się Kayla Murphy i teraz opowiem wam moją historię...
"Zapomnij, że istniałam, że byłam,
że się śmiałam.
Odeszłam chodź nie chciałam.
Odeszłam, bo musiałam..."
"Zapomnij, że istniałam, że byłam,
że się śmiałam.
Odeszłam chodź nie chciałam.
Odeszłam, bo musiałam..."
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)