piątek, 13 września 2013

Rozdzial Trzeci

~Perspektywa Kayli

Moje serce powoli się uspokajało, a oczy zaczynały piec od nadmiaru łez. Zaczęłam liczyć już równomierne oddechy. "1, 2, 3, 4..." na piątym zerwał się gwałtowny wiatr. Zaczęłam się delikatnie trząść. "6, 7, 8, 9..." Zaczęło robić się coraz ciemniej i zauważyłam, że zaczynało kropić. "11, 12, 13..." zaczynałam liczyć coraz szybciej. "14, 15, 16, 17, 18, 19, 20..." Gdy byłam przy trzydziestu zaczęło po prostu lać. Nie zwracałam uwagi na nic oprócz moich oddechów.
-Kayla!-krzyczał ktoś. "33, 34, 35..." liczyłam z uporem starając się niczego nie słyszeć. Po chwili ujrzałam Rachel pod parasolem.
-Idź stąd!-krzyknęłam zobaczywszy siostrę.-Zostaw mnie w spokoju!
Zaczęłam szlochać.
-Kayla, chodź do domu...
-Zostaw mnie do cholery! Daj mi spokój! Zajmij się swoim życiem!
Wpadłam w szał i nie dałam jej dojść do słowa. Teraz pamiętam tylko tyle, że ktoś zaniósł mnie do domu i zamknął w pokoju. Zaczęłam walić pięściami w drzwi. Osunęłam się na podłogę pod drzwiami i po jakimś czasie dopiero się uspokoiłam.

~Perspektywa Rachel

Powoli weszłam do jej pokoju. Kayla siedziała na oknie opierając się skronią o szybę. Wpatrywała się w coś co od zawsze było dla mnie nie dostępne. Jej własny świat. Nikogo do niego nie wpuszczała. Wpuszczała tam tylko Dereka.
Podeszłam do okna i usiadłam koło dziewczyny.
-Co się stało?-zapytałam łagodnie.
-Przepraszam cię bardzo-wyszeptała i dopiero teraz zorientowałam się, że płacze.-Ja po prostu nie daję sobie z tym rady.
Pociągnęła nosem i się do mnie przytuliła.
-Ćśś...-powiedziałam i pogłaskałam ją po włosach.-Wszystko będzie dobrze. Damy sobie z tym radę.
Jednak mimo tego co mówiłam, nie byłam pewna czy dam radę pomóc własnej siostrze...

~Perspektywa Kayli

Powoli ruszyłam do łazienki w kieszeni bluzy ukrywając mój mały skarb. Weszłam do małego pomieszczenia i zakluczyłam drzwi. Zrzuciłam na podłogę bluzę zostawiając w dłoni żyletkę i wyciągając bandaże. Stanęłam przed umywalką i spojrzałam na swoją bladą twarz odbijającą się w tafli lustra. Po raz setny zadałam sobie pytanie "po co to robię?" i po raz setny odpowiedziałam "bo to daje ukojenie". Powolnie przejechałam żyletką po przedramienu. Metal łagodnie chłodził moją skórę, ale i ją ranił. Krew skapywała do umywalki a dziewczyna w lustrze zbladła. Odłożyłam żyletkę na półkę i opłukałam rękę, po czym owinęłam ją bandażem. Powoli podniosłam bluzę z ziemi uważając na lewą rękę. Założyłam ją i zabrałam się za opłókiwanie żyletki po czym włożyłam ją do kieszeni. Przekręciłam kluczyk i wyszłam z łazienki. Udałam się do pokoju po drodze mijając Stevena i szturchając go. Weszłam do sypialni i szybko schowałam bandaże i żyletkę do szafki obok łóżka. Zakopałam się w kołdrę i zamknęłam oczy. "Plan na jutro: wstać, nie dać się i przeżyć..." z taką myślą zasnęłam...

* * *

Powoli dopakowywałam walizkę do końca. Dalej nie wierzę, że moja rodzona siostra oddała mnie do jakiegoś cholernego ośrodka. Odpięłam kieszonkę i wżuciłam do niej żyletkę, duży zapas bandaży i nożyczki. Postawiłam walizkę koło łóżka i sama na nim usiadłam podkurczając nogi pod brodę. Podciągnęłam nosem. Chwilę później usłyszałam jak samochód podjeżdża pod dom. Chwyciłam rączkę walizki i zeszłam powoli na dół. W kuchni Rachel rozmawiała z kobietą z ośrodka.
-Witaj Kayla-powiedziała i delikatnie się uśmiechnęła. Ja zmierzyłam ją tylko zimnym spojrzeniem i ruszyłam do drzwi. Zimne powietrze rozwiało moje włosy a ja przymknęłam oczy.
-To co? Idziemy?-zapytała ciepłym głosem a ja tylko spóściłam wzrok na moje świeżo zakupione BUTY. Kobieta tylko głośno westchnęła i ruszyła do samochodu. Ruszyłam za nią, tylko raz się odwróciłam i od razu tego pożałowałam. Rachel stała oparta o framugę drzwi i najzwyczajniej w świecie płakała. Łzy leciały jej po policzkach i skapywały na ręce skrzyżowane na piersiach. Wsadziłam torbę do bagażnika a sama wsiadłam do samochodu. Silnik zapalił a ja włożyłam słuchawki w uszy. Włączyłam sobie  piosenkę i wsłuchałam się w jej tekst. "Czemu to mnie zawsze spotyka samo zło?" zapytałam sama siebie w myślach i po moim policzku spłynęła samotna łza. Szybkim ruchem ręki otarłam mokre miejsce. Zaczęłam wpatrywać się w jakiś punkt ale nic nie widziałam. Czemu kiedy coś lub kogoś tracimy to musi tak cholernie boleć?


"Najwspanialsze uczucie na świecie
gdy druga osoba mówi KOCHAM,
znając Twoje błędy, wady i nawyki.
Najgorsze uczucie na świecie
gdy nikt nie może tego powiedzieć szczerze..."


__________________________
Przepraszam was bardzo, że taki krótki ten rozdział, ale nie mam dalej żadnego pomysłu :`(
Mam zamiar wprowadzić dwie zasady: 
1.Anonimki się podpisują ^^
2.Pod tym rozdziałem musi być conajmniej pięc komentarzy żebyśmy mogły dodać kolejny rozdział. Wiem, że jest to na każym blogu ale na prawdę dla was to tylko pare liter np. fajny, ciekawy, ale i denny czy do dupy. Dla was to mały wysiłek a nam bardzo pomaga. A więc koniec kazania więc ENJOY :*

Michaacz :3

4 komentarze: